W piątek, trzynastego…

Z rozkazu króla Francji Filipa IV Pięknego w piątek 13 października 1307 r. aresztowano w całym państwie templariuszy z ich wielkim mistrzem Jakubem de Molay ma czele, spalonym później na stosie razem z preceptorem Normandii Geofeyem de Charnay.

Ze szczytu stosu – Jakub de Molay podobno przeklął króla Francji, papieża Klemensa V i dowodzącego antytemplariuszowską nagonką Wilhelma de Nogaret. Cała trójka rzeczywiście bardzo szybko opuściła ziemski padół, stąd jak wielu uważa – wzięło się przekonanie o feralności piątku – trzynastego.

Przekonanie to pogłębiły późniejsze, szybkie zgony następców Filipa na francuskim tronie, jego synów: Ludwika X Kłótliwego, Filipa V Długiego i Karola IV Pięknego (zwanego przez własną matkę – Gąsiątkiem – bynajmniej nie z powodu nadmiernej inteligencji).

Wydawałoby się, że przekleństwo Jakuba de Molay ominęło boczną linię Kapetyngów – Walezjuszy. Brat Filipa IV („Króla z żelaza”) Karol de Valois sprzeciwiał się likwidacji templariuszy i wyrokom śmierci na ich przywódców. Po wygaśnięciu głównej linii Kapetyngów – tron objął jego syn – Filip VI zwany Szczęśliwym. Nie wiem skąd taki przydomek, skoro wplątał Francję w wojnę stuletnią z Anglią, w której poniósł m.in. straszliwą klęskę w słynnej bitwie pod Crecy.

Po Filipie Francją rządziło dwunastu monarchów z dynastii Valois. I tutaj też można by doszukiwać się echa straszliwych słów sędziwego templariusza rzuconych ze stosu płonącego na paryskiej Wyspie Żydowskiej. Henryk II – zginął od ciosu kopią na wydanym przez siebie turnieju; Franciszek II – zmarł młodo na infekcję ucha; Karola IX zabrała gruźlica.

A ostatni Walezjusz na tronie Hugona Kapeta jest nam bardzo dobrze znany. To słynny Henryk de Valois. Niedoszły mąż Anny Jagiellonki i nasz król – Henryk Walezjusz. Po śmierci brata Karola zwiał nad Sekwanę. Polską koronę stracił, francuską też cieszył niezbyt długo. Po 15 latach został zasztyletowany przez zakonnika Jacquesa Clementa.

Korona spadła na głowę Henryka Nawarskiego – Bourbona – protestanta, tego od „Paryż wart jest mszy” – co było jego komentarzem do zmiany wyznania na katolickie. Wydawało się (i zapowiadało) że będzie dobrym władcą („Chciałbym by na niedzielę każdy Francuz miał kurę w garnku” – to kolejny sławny cytat). Niestety – minęło 11 lat królowania, gdy na paryskiej ulicy śmiertelny cios nożem zadał mu Francois Ravaillac.

Kolejni Bourbonowie mieli więcej szczęścia. Mieli – aż do Ludwika XVI – zmiecionego z tronu przez rewolucję, przemianowanego na obywatela Kapeta, aż wreszcie zdekapitowanego. – Jakubie de Molay – zostałeś pomszczony – miał rzekomo krzyknąć jakiś jakobin, wskoczywszy na rusztowanie z gilotyną, po ścięciu Ludwika.

Czy jednak, biorąc pod uwagę późniejsze losy Francji i jej przywódców, można z pełnym przekonaniem stwierdzić, że przekleństwo wielkiego mistrza templariuszy na pewno wygasło?

AW